poniedziałek, 14 grudnia 2015

5

-Co wy tu sami robicie?- zapytał ich Łukasz, kiedy Wojtek wygodnie rozsiadł się z tyłu na fotelu.
-A do domu idziemy.- szybko odpowiedziała Natalia.
-To podajcie adres to Was podwiozę.
-Powiemy Ci, gdzie masz nas zostawić.
-Jak chcecie.  A jak macie na imię?
-Wojtek i Natalia- odparła dziewczyna.
-Łukasz jestem.- odpowiedział i podał im swoją dłoń by mogli ją uścisnąć.
-Ty grasz w siatkówkę?- zapytał Wojtek, będąc podekscytowanym.
-Tak. W AGH-u. Wiesz krakowska drużyna.
-Wiem, wiem. Strasznie Was lubię.
-Dzięki. W takim razie zapraszam na mecz po Świętach.
-Ale nie mam biletów.- powiedział zmartwiony.
-Nic nie szkodzi. Załatwię Ci je.- i uśmiechnął się do niego posyłając perskie oczko.
-Zawsze myślałem, że jesteś super, ale teraz wiem to na pewno!- powiedział uradowany.
-Dziękuję. Ale super to jestem na boisku. I tylko super to chcę tam zostać.
-Jezu, a Wy znowu o tej siatkówce…- powiedziała znudzona Natalia.
-Nie lubisz?- zapytał śmiejąc się Łukasz.
-Nienawidzę! Jest strasznie nudna! Nic tylko pociachać się.
-Nie znasz się.- odpowiedział jej Wojtek.
-Dobra dzieciaki, nie kłócić się! Natalia ma prawo nie lubić sportu. Tak jak my faceci nie lubimy zakupów.- zażartował.
-To prawda.
Przy takich rozmowach mijały kolejne kilometry. A Kraków zdawał się być coraz bliżej.
-A my przypadkiem nie przejechaliśmy jakiegoś skrętu?- zapytał zaniepokojony Łukasz. No bo mówią, że blisko, a tu ponad 40 minut już jadą.
-Nie, nie nie.- odparła szybko Natalia.- Zdaje się, że jedziemy w to samo miejsce. Bo ty do Krakowa jedziesz?
-Tak. Ale nie kłamiecie mnie ani nic?- zapytał podejrzliwie.
-Nie.- odpowiedział Wojtek.
-To jak coś to mówcie.
-A na święta masz prawdziwą choinkę?- zapytała dziewczynka.
-Tym się moja żona zajmuje. Ja średnio przepadam za Świętami.
-Dlaczego? Przecież one są super! I przecież prezenty dostajemy. I wszyscy są dla siebie mili.
-Chciałbym, żeby tak było. Kiedyś bardzo pokłóciłem się z rodzicami, i to właśnie było w Święta.
-Ale dlaczego? Właśnie Święta są od tego, żeby sobie przebaczać.
-Nie w momencie, kiedy mówi się sobie straszne rzeczy.
-A próbowałeś?- cały czas ciągła go za język Natalia.
-Nie, i niech to tak zostanie.
-A tam, nie znasz się.
-Dobra dzieciaki, skończmy ten temat.- odparł głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Gdy dotarli do Krakowa, na jednej z tablic było ukazane zdjęcie Wojtka i Natalii. Mieli, choć na próżno, nadzieję, że Łukasz jej nie dostrzeże. Od razu wściekł się na maksa. Nie wiem czy bardziej na siebie czy na dzieciaki, którym w tak głupi sposób zaufał.
Młodzież od razu przystąpiła do wyjaśnień mając nadzieję, że to może coś zmieni. A Łukasz sam nie wiedział co ma w takiej sytuacji uczynić.
------------------------------------
Hej!
Oddaję w Wasze ręce 5 rozdział. Jak dla mnie to taki se... No, ale nie ważne. 
Komentujcie!
A z następnym widzimy się w czwartek. 
Do następnego!
Marcyśka

czwartek, 10 grudnia 2015

4

Powoli zbliżała się godzina 16. W pokoju był sam. Koledzy wybyli na świetlicę, by pograć w gry planszowe. On w głowie analizował co ma ze sobą zabrać w podróż. Wątpił, czy dziewczyna, którą dziś poznał pójdzie z nim. Sam wiedział, że nic go nie zatrzyma.
Dopiął plecak, założył trochę za dużą kurtkę, szalik i czapkę. Rękawiczki schował do kieszeni. spojrzał na zegarek 15;59- już czas- pomyślał. Stanął w drzwiach i ostatni raz spojrzał na pokój, w którym mieszkał całe dotychczasowe życie. Zamknął je i wyszedł na korytarz. Niezauważony dotarł do głównych drzwi. Mocno zdziwił się, gdy pod bramą ujrzał dziewczynę poznaną rano.
Spod czapki wystawały jej dwa blond warkocze. Kolorowa nakrycie głowy z wielkim pomponem, kolorowy szalik- a do tego jej niebieskie oczy, które to wszystko podkreślały. Na resztę nie zwracał uwagi.
- qCześć. Pięknie wyglądasz.- podszedł i nieśmiało wypowiedział komplement.
- Cześć. Nie mów tak, tylko chodźmy.- powiedziała obojętnie.
Przeszli przez bramę, i wydawało się im, że są wolni.
Wiatr wiał zimny, a sypiący śnieg nie ułatwiał im wędrówki.
Szli poboczem, gdzie niekiedy zgarnięty na bok śnieg sięgał im kolan. Plan Wojtka oparty na tym, aby dotrzeć na stację i pociągiem dojechać do Krakowa.
Bilet kupił już dawno. Teraz dopiero uświadomił sobie, że jakiś musi zdobyć dla koleżaki.
- Powiesz mi, jak masz na imię?- zapytał się jej chcąc przerwać panującą między nimi ciszę.
- Natalia.- odparła krótko.
- Ja jestem Wojtek. Kiedy trafiłaś do bidula? Wcześniej Cię nie widziałem.
- Kilka dni temu.
- A dlaczego?
Zatrzymała się i skrzywiła się.
- A nie za dużo chciałbyś wiedzieć? Jestem i już. A tak w ogóle to gdzie idziemy?  
- Na dworzec. No bo ja od urodzenia tam jestem. Nawet ich nie pamiętam.
- Cudownie. Jak chcesz dotrzeć na dworzec, to musimy się pospieszyć.
- A dlaczego?- zapytał zdezorientowany.
 - Bo idziemy jak żółwie?- odpowiedziała kpiąco.
- Przesadzasz. A tak w ogóle, to jedziemy do Krakowa, tylko trzeba Ci bilet skombinować.
- Że co? 
- No tak. Ja jadę do Krakowa. Tam jest najładniej teraz. I dużo czytałem o Krakowie. Jest dużo fajnych miejsc do zobaczenia.
- Yhym.
Kolejne pędzące samochody mijały ich.  Zdawało się, że nikt nie zwraca uwagi na dwójkę dzieciaków idących samotnie poboczem.
Drogę otaczał las, a ciemność powoli otulała świat. W chwilach przerwy między kolejnymi samochodami dało się słyszeć świst wiatru. Mocniej sypiący śnieg i spadająca temperatura nie czyniła tej wycieczki wygodnej.
 - Boję się!- wyszeptała Natalia, gdy po raz kolejny dotarł do nich ni to świst ni to odgłos zwierzęcia.
- Daj mi rękę.- poprosił Wojtek.
Dziewczyna podała mu ją niechętnie.
- Jeszcze 2 kilometry i będziemy na miejscu.
 - A nie prościej zatrzymać jakiś samochód? Zimno mi trochę i jestem zmęczona. 
- To naprawdę niedaleko. 
- Wracajmy. To naprawdę głupi pomysł. Pewnie nas i tak za chwilę znajdą.
- Chodź i nie marudź.- rozkazał jej Wojtek.
- Ja tu zostaję. Ty jak chcesz to idź dalej.
- Do bidula masz dalej jak na dworzec. Serio, trzeba było myśleć wcześniej!
- Myślałam, że masz lepszy plan! 
- Rób co chcesz. Idź gdzie chcesz, ale mnie w to nie mieszaj!- powiedział zdenerwowany.
Nie obracając się za siebie ruszył dalej. Kompletnie nie rozumiał zachowania Natalii.
Bolały go już nogi, ale wiedział, że nie może się zatrzymać. Jeśli go znajdą, będzie miał piekło. Ale też uciec teraz nie miał dokąd.
Samotnie wędrował czując coraz większe zmęczenie. W myślach powtarzał sobie- jeszcze trochę, już nie daleko, dam radę.
W pewnym momencie poczuł na swoim ramieniu rozbijającą się śnieżkę. Odwrócił się. Z okna jednego samochodu wystawała uśmiechnięta głowa Natalii.
- Wsiadasz?- zapytała go.
Niewiele myśląc wsiadł do samochodu.
W lusterku dostrzegł znaną mu twarz. Pomyślał- niemożliwe, to nie może być on! Ale kiedy usłyszał jego głos miał pewność. Siedział właśnie w samochodzie najlepszego siatkarza świata.
A kiedy to sobie uzmysłowił wielki uśmiech pojawił się na jego ustach.
_------------------------
No i się spotkali :D Co z tego wyniknie dowiecie się dalej :D 
Komentujcie :D 
A następny w niedziele! 
Do nastepnego! 
Marcyśka      


poniedziałek, 7 grudnia 2015

3

Wróblowice- willowa dzielnica Krakowa, kiedyś wieś oddalona od centrum, o której tylko mieszkańcy słyszeli. Dziś, każdy kto ma odpowiednio zasobny portfel pragnie tu mieszkać. A wszystko to, za sprawą panujacej ciszy, i zdawałoby się czystrzego powietrza. 
Jeden dom, utrzymany w stylu nowoczesnym, trochę schowany pomiędzy drzewami, był oazą spokoju dla jej mieszkańców. Brama wjazdowa, zamknięta raczej nie zapraszała nikogo. Gruby mur, ma za zadanie szczelnie odsłaniać świat przed tym co w środku się dzieje.
Drzewa staranie posadzone, latem dają cień, w zimie przystrojone śniegiem pięknie się prezentują.
Coś, co zauważa każdy, to duże okna, które dzielą taras od salonu. Salon połączony z kuchnią zajmują cały parter. Istotnym elementem jest duży stół, na wprost kominka. W kącie po prawej stronie stoi okazałych rozmiarów choinka. Przystrojona na biało. Schody przy drzwiach wejściowych prowadzą na piętro, gdzie są 3 sypialnie, 2 łazienki. Całość starannie do siebie dobrana. Dominuje biel, beż, szary.
W jednej z sypialni o 7:30 budzik dał o sobie znać. Dziewczyna sięgnęła po telefon i go wyłączyła. Przetarła dłońmi zaspane oczy. Obróciła się w prawą stronę łóżka, kładąc głowę na poduszce. Wyczuwała ma nim zapach ukochanego. Nie mogła doczekać się z nim spotkania. To uczucie nie gaśnie mimo upływu lat. Nigdy nie lubiła, gdy wyjeżdżał, ale taką akurat ma prace. Ostatni raz zaciągnęła się jego zapachem i postanowiła wstać.
Porozciągała kości, kilka z nich dało o sobie znać. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej strój do biegania. Czarne ocieplane leginsy, różowy t-shirt, a na to czarny polar. Cel na dziś to 10 kilometrów w 45 minut. Wyjrzała za okno. Wiatr kołysał choinkami w ogrodzie. Na samą myśl o wyjściu na zewnątrz przeszedł ją dreszcz.
Z ubraniami poszła do dużej łazienki. Wszystko zdawało się do siebie idealnie pasować. Wszechobecna szarość, biel, i sporadyczna czerwień. Pomieszczenie duże, wygodne.
Wzięła szybki prysznic, i wskoczyła w ubrania. Związała włosy w niedbałego koka. Na usta nałożyła ochronną pomadkę, a na twarz krem.
Pilotem przywieszonym do kluczy otworzyła bramę. Wyszła na ośnieżoną drogę. Wykonała kilka skłonów, przysiadów, podskoków i była gotowa do startu. Jeszcze tylko ustawiła ulubiona muzykę i truchtem ruszyła przed siebie analizując w głowie trasę. Kilka wzniesień, dolin, mnóstwo zakretów, zimne powietrze ocierające się o zarumienioną twarz- właśnie za to kocha ten sport.
Pomiędzy kolejnym krokiem i oddechem oglądała przyozdobione domy sąsiadów. Jednych krytykowała za przesadę, innych za brak gustu w dobranych ozdobach. Zdarzało się też, że kręciła z dezaprobatą głową na brak ozdób.
W połowie drogi miała jezioro, które dzieciaki uznały za lodowisko. W sercu za tęskniła za tymi latami, gdy beztrosko wyczekiwała pierwszej gwiazdki. To bieganie z rodzeństwem wokół matki, która pokrzykiwała w rytm wyrabianego ciasta na uszka.
Gdy była dzieckiem, to marzyła o swojej rodzinie. Planowała jak będzie wychowywać swoje pociechy, na co będzie pozwalać, a za co karać. Planowała jak da na imię. Jak będzie ubierać. Niestety los miał inne plany.
Spełniona zawodowo kobieta pracą zabija swoje pragnienia. A wszystkie starania są na próżno. Natury nie da się oszukać, ubłagać… Z nią nie wygrasz.
Zawróciła do domu. Nogi stawały się coraz cięższe. Uparcie z tym walczyła. Teraz boli, ale dla efektu wszystko. Oddech łapany resztkami sił. I endorfiny i adrenalina dawały o sobie znać w jej organiźmie. Noga za nogą, byle do przodu. Nie wolno się zatrzymać.
I przed nią ostatnia prosta. Trochę z górki i pod górkę. Trzeba zacisnąć zęby i nie dać się.
Szczęśliwa wbiegła na podwórze. Zatrzymując się przed domem wykonała kilka ćwiczeń by unormować oddech.
Spojrzała na telefon, jak nic 10,2 km w 43 minuty. Uśmiech od razu wpełzł na jej usta. Resztkami sił wyskoczyła w górę. Nawet lepszy wynik niż planowała. Takie coś nie może się zmarnować!
Otworzyła drzwi i weszła do domu. Ściągnęła kamizelkę i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Buty pozostawiła ułożone idealnie na wycieraczce.
Udała się do łazienki, by wziąć szybki regenerujący prysznic. Owinięta puchowym ręcznikiem poszła do garderoby w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Granatowe spodnie, tego samego koloru marynarka, biała koszula. Strój nienaganny idealnie dopasowany do sylwetki właścicielki. Do tego dopasowany naszyjnik, pierścionek.   
Makijaż idealnie wykonany. Wszystko musi pasować do siebie jak w szwajcarskim zegarku. Ona nie ma prawa do błędu.
Spojrzała na zegarek na kuchennym blacie. 9:30 czas zbierać się do pracy. Ze stołu w salonie zabrała potrzebne dokumenty, i spakowała je do torby. To samo uczyniła z laptopem.
Usłyszała dźwięk klaksonu, a to oznacza, że kierowca już jest.
Sięgnęła po prezent dla przyjaciółki. Ten także był nienagannie zapakowany.
W przedpokoju założyła modny płaszcz, botki na szpilce, a wokół szyi zawinęła ciepły szal.
Zamknęła drzwi i udała się do samochodu.
Biały Lexus miał otwarte tylne drzwi, a kierowca stał tuż obok, czekając na nią.
- Dzień dobry pani Agnieszko- przywitał się z nią starszy, lekko siwy, acz nadal przystojny Marek. Ubrany w garnitur, długi płaszcz, nie mógł wyglądać gorzej.
- Witaj Marku. - przywitała się z nim, posyłając nikły uśmiech.
- Jaki plan na dziś?- zapytał odpalając silnik. 
- Na 15:30 jestem umówiona z Anią w restauracji na rynku, a poza tym cały dzień w firmie. 
- Dobrze, no to jedziemy.
Ona zajęta przeglądaniem dokumentów, on że spokojem prowadzący samochód.
Po 40 minutach była w pracy. Nowoczesny budynek, połączenie szkła i metalu. weszła przez szklane rozsuwane drzwi. Przyłożyła kartę magnetyczną do czytnika. Pewnym krokiem, z uniesioną wysoko głową mijała kolejnych ludzi w garniturach. Niektórzy pozdrawiali ją skinieniem głowy, inni machali rękoma. Uśmiechała się do nich z udawaną szczerością.
Kiedy weszła do swojego biura, sekretarka czekała na nią z gorącą kawą. Zabrała od niwj kubek, a w zamian oddała plaszcz.
Usiadła przy biurku, zalogowała się na komputerze. Upijając łyk kawy zadzwoniła do swojego męża Łukasza.
Jak zwylke ich wizje świąt bardzo się róznły. On od lat unikł ich jak ognia, ona go zmuszała do krzywych uśmiechów.
Mimo to obydwoje cierpieli. A ze Świąt magia dawno zniknęła.  
-------------------------
Hej! 
Pozdrawiam z Zakopanego! :D tak, nie ma to jak weekend po weekendzie :p mam nadzieję, że poniedziałek był dla Was łaskawy :D 
A co do rozdziału, to mam nadzieję, że odczujecie idealizm życia Agnieszki. 
Oczywiście więcej informacji pojawi się z czasem :) 
Zachęcał do komentowania! A kolejny w czwartek :D 
Do następnego! 
Marcyśka

piątek, 4 grudnia 2015

2

Ostatnie spojrzenie na pokój hotelowy, w którym spędził ostatnią noc. Niewielkie pomieszczenie z łóżkiem na środku, telewizorem, stolikiem, a tuż obok łazienka. Wszystko w beżu i bieli. Miał dość już tych barw. Miał dość już takiego życia. Marzył o chwili spędzonej z ukochaną. O ciepłym kocu i jej w swoich objęciach. A przed nim jeszcze długa droga do Krakowa. Że też im się zachciało robić badania tuż przed świętami. 
Podniósł czarną klubową torbę z wyszytym na czerwono- zielono napisem AGH Kraków. To już ostatni sezon. Plecy nie pozwalają mu dalej grać. Nienawidzi myśli, że musi rozstać się z ukochanym sportem. Nie wymyślił jeszcze, co będzie później. Ale czy to ważne? 
Zamknął drzwi hotelowego pokoju i udał się długim wąskim korytarzem w kierunku wind. Nacisnął guzik i kiwał się wprzód i tył, gdy czekał. Mogło by się to cholerstwo ruszać szybciej. Z cichym kliknięciem zatrzymała się na jego pietrze. Wszedł do pomieszczenia i wcisnął guzik 0. Winda powoli sunęła w dół. Na wyswietlaczu zmieniały się cyfry. Na 3 piętrze dosiadł się jakiś chłopak. Zlał go, ważniejszy był telefon w dłoni i słuchawki na uszach, z których wydobywał się szmer. 
Wreszcie upragniony parter. Podszedł do recepcji wymeldować się. 
Młoda dziewczyna o krótkich blond włosach, niebieskich oczach i kształtnej twarzy, nerwowo przygryzała wargę na jego widok. Gdyby nie to, że ma żonę pewnie próbowałby ją jakoś obkręcić sobie wokół palca. W końcu przecież sam urodą nie grzeszył. 
-Dzień dobry. Chciałbym się wymeldować- zaprezentował jej swój uśmiech, po którym miękną kolana dziewczyn. W tym wypadku było podobie.
- Oczywiście. Pana nazwisko?- błądziła gdzieś za nim wzrokiem. 
- Kadziewicz.- szybko odpowiedział. Przyglądał się zaciekawiony dziewczynie, co wprowadzało ją w jeszcze większe zażenowanie. 
Wpisała jego nazwisko w komputer. Na ekranie wyskoczyły jej wszystkie potrzebne dane do uregulowania płatności. 
- Gotówka, czy karta? 
- Karta.- odparł i sięgnął dłonią do tylnej kieszeni, chcąc wyciągnąć portfel. Położył kartę na blacie. 
Drżącymi dłońmi zabrała jego kartę kredytową. W drodze między blatem a terminalem zdążyła jej wypaść z dłoni. Uśmiechnęła się i pod nosem przeprosiła go. On tylko kiwnął głową, tracąc cierpliwość. 
W końcu uregulował płatności, i mógł już opuścić to miejsce. Miał nadzieję, że to ostatnia już wizyta w tym miejscu w jego karierze. 
- Dziękujemy za wizytę. Spokojnej drogi i Wesołych Świąt. 
- Nawzajem.- odparł krótko. 
Zarzucił torbę na ramię. I pewnym krokiem z wysoko uniesioną głową ruszył do wyjścia. 
Otworzył drzwi, a chłodne grudniowe powietrze otuliło go. 
Spojrzał w niebo pokryte szarymi chmurami, które szczelnie broniły świat przed słońcem. Z nieba zaczęły powoli spadać na ziemię płatki śniegu. Poczuł jak kilka z nich roztapia się na jego twarzy. Uśmiechnął się pod nosem. Przez te lata, które spędził we Włoskiej lidze, zdążył zatęsknić za zimnem i śniegiem. Dmuchnął w powietrze, a z jego ust uciekła para. W tym momencie przypomniał sobie, że jako dziecko wtedy zawsze uważał, że pali papierosy. 
Zimny wiatr, rozwiał jego kurtkę, której nigdy nie zapina. A po karku przeszedł mu dreszcz. Automatycznie podniósł ramiona ku górze. 
Wziął jeszcze głęboki oddech i ruszył do samochodu. Z kieszeni wyciągnął kluczyki i otworzył auto. Na tylne siedzenie rzucił torbę. Sam zasiadł na przednim siedzeniu. Nim odpalił silnik zdjął kurtkę, którą położył obok. Ustawił ulubioną muzykę, i był gotowy do drogi. Spojrzał jeszcze na zegarek, 10:20. Czekało go około 4 godziny drogi. Przeanalizował trasę w głowie i ruszył. 
Wyjazd z Warszawy zabrał mu kilka minut. Ale widząc ludzi, którzy ciągnęli swoje pociechy po sklepach, ludzi z choinkami- zrobiło mu się ich żal. Tacy naiwni. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio spędził święta z cała swoją rodziną, ale wcale tego nie potrzebował. Prezent dla żony już dawno miał kupiony. Leżał schowany na dnie szafy. 
Nie myślał o ubieraniu choinki. Agnieszka miała wynająć kogoś kto to zrobi. Tak samo z kolacją wigilijną. 
Nie miał w ogóle ochoty na jakiekolwiek świętowanie. Dla niego święta już dawno przestały istnieć. 
Nie spieszyło mu się jakoś szczególnie, ponieważ Aga była i tak w pracy, i nie wróci do domu wcześniej jak przed 17. A siedzenie samemu w czterech ścianach go nie interesowało. Dlatego postanowił jechać trochę okrężną drogą.  
Rozdzwonił się jego telefon. 
- Tak?- zapytał rozmówce.
- Cześć kochanie. Jedziesz już?- to była Agnieszka. 
- Tak, chwile temu wyjechałem. Mam coś kupić po drodze? 
- Nie, wszystko już jest. Wiesz, dziś Monika będzie z Radkiem u nas. Zapomniałam ci wcześniej powiedzieć, wybacz. 
- Jezu.- wydał z siebie głos dezaprobaty.- a myślałem, że spędzimy ten dzień sami. Nawet nie mam prezentu dla nich. 
-Nie przesadzaj. Wiem, że z Radkiem się nie lubicie, ale dziś możecie dać sobie na wstrzymanie. Mam dla nich kupione prezenty. 
- Od jak dawna wiedziałaś?- zapytał zirytowany. 
-Tydzień. 
- I dopiero teraz mi mówisz o tym łaskawie? 
- O co ci chodzi?! To jest mój brat. A święta spędza się z rodziną. 
-Taaa. Dobra, kończę już. Do później. Kocham. 
- Ja ciebie też. Pa. 
Rozłączył się. Żeby nie słyszeć myśli pod głośnił muzykę. 
Czyli te święta nie będą udane, to wiedział na pewno. Monika będzie trajkotać jaka to jest szczęśliwa, że plemnik się rusza, że Radek spełnia jej każdą cholerną zachciankę.... Miał dość! A potem Aga.... 
Mimo, że jechał przepisowe 70, to policjanci zatrzymali go do kontroli. 
- Dzień dobry. Młodszy aspirant Dariusz Kowalski, kontrola drogowa. Proszę przygotować dokumenty. 
-Tak jest.
Sięgnął dłonią po kurtkę. Zaczął przeszukiwać kieszenie, by odnaleźć dokumenty. W końcu znalazły się w wewnętrznej kieszonce. Podał je mundurowemu. Ten zabrał je do kontroli. Drugi podszedł w tym czasie z alkomatem.
- Dmuchamy.- przystawił sprzęt, a on musiał przez kilka sekund dmuchać. Na wyświetlaczu pojawiło się 0.0. - no no. To oddajemy panu dokumenty. Szerokiej drogi i Wesołych Świąt. 
-Wesołych.- odebrał swoją własność i ruszył w dalszą drogę. 
Śnieg zaczął coraz mocniej sypać. Na przedniej szybie toczyła się walka- śnieg i wycieraczki. 
Droga zaczynała robić się śliska. Zwolnił.  
Myśli to jedyne przed czym nie potrafimy uciec. I w jego głowie, one też nie były w stanie biec w tą samą stronę. Uderzył kilkakrotnie głową w zagłówek, ale to wcale nie pomogło. 
A może to serce tak w nim krzyczało i szarpało go?
------------------
Hejo! :D 
Pytacie czy zdążę z tym opowiadaniem do Świąt. Odpowiedź brzmi- absolutne tak! Chyba, że terroryści popsują mi plany xD 
Ładnie proszę o komentarze, choć na razie to wiem, że tu nic nie wiadomo.... 
Z mych matematycznych wyliczeń wynika, że będzie 9 rozdziałów. Ot taka opowiastka. 
A nastepny w poniedziałek :D 
Tak więc do nastepnego!
Marcyśka 

wtorek, 1 grudnia 2015

1

Pamiętasz swoją pierwszą Wigilię, która uświadomiła Ci, że tu nie chodzi tylko o prezenty? Pamiętasz to wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę? Pamiętasz to zamieszanie w kuchni, by każda potrawa miała ten wyjątkowy smak? A czy pamiętasz wspólne łamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń? Pamiętasz wspólne kolędowanie? Jeśli tak, to uwierz w to, że masz szczęście.
Zawsze obok jest ktoś, kto samotnie siedzi w oknie i wypatruje bliskich, a Ci jak na złość nie chcą przyjść. Patrzy w niebo i ma jedno życzenie- nie być tego dnia samotnym. Patrzy na spadający śnieg, jak te delikatne płatki tańczą z wiatrem. Widzi jak mróz maluje obrazy na szybach.
Ty tego nie zauważasz, bo w Twoim sercu gości radość. A ona ogrzewa.
Te różnice zwykle wynikają z tego, gdzie los nas prowadzi. Ty masz ciepły dom pełen miłości twoich bliskich do Ciebie.  A on ma tęsknotę w sercu i ciche pragnienie.
Właśnie te różnice sprawiają, że inaczej postrzegamy to co nas otacza.
Miesiące wcześniej obiecał sobie, że ten dzień spędzi z rodziną. Ale nie tą biologiczną, bo tej nie posiada. Jest sam. Zupełnie sam. Jedyne co po szczęściu mu zostało to małe zdjęcie. Zrobione kilka dni po jego narodzinach. On, zawinięty w koc, w białej czapce, śpiący. Za nim matka, uśmiechnięta trzyma go w swoich objęciach. I ojciec, wtulony w nich trzyma w ręce aparat i robi zdjęcie. Na odwrocie widnieje data, i imiona osób uwiecznionych: kolejno Wojtek, Magda, Jan. To zdjęcie zrobione na tle przystrojonej choinki jest jedynym, które mówi mu coś o Świętach.
O tym co się wydarzyło wie tylko z opowieści innych. Jedni sądzą że go porzucili, inni, że zginęli w wypadku, a jeszcze inni, że i tak to bez znaczenia.
Skazany od niepamiętnych dni na dom dziecka. Mimo szczerych chęci, to nigdy nie będzie to samo. Nie ma mamy i taty- jest tylko wychowawca. Gdy brzuch boli pozostaje czujne oko pielęgniarki, a nie zatroskana matka, która chce uchylić nieba dziecku.
Nastała upragniona przerwa Świąteczna. Tego dnia wstał nieco później niż zwykle. Z lenistwem w swoich ruchach wykonał poranną toaletę, ubrał się w rozciągnięty sweter, spodnie, które już dawno mają za sobą swoje lata świetności. To i tak bez znaczenia.
Młodsi biegali po korytarzu krzycząc, starsi zamknięci w swoim świecie nie zwracali na niego uwagi. Tylko znudzony wychowawca coś pokrzykiwał. Włócząc nogami zszedł na stołówkę.
Za oknem szarość zwiastowała gęste opady śniegu tak obiecywane przez każdą stację z prognozą pogody. Cieszył się, choć wiedział, że dziś bitwa na śnieżki musi zaczekać.
Ze stołu biegnącego wzdłuż jadalni zabrał talerz i sztućce, by następnie nałożyć sobie to okropne jedzenie. Wędlina, suchy chleb, roztopione masło. Śniadanie- byleby coś zjeść. Siadł w z tyłu jadalni, tak by móc obserwować innych. Nigdy nie lubił być w centrum uwagi. Każda taka chwila mocno go stresowała. Dobrze też znał zasady panujące w tym ośrodku- przecież tego domem nie da się nazwać.
Śmiech gwiazd roznosił się po pomieszczeniu, wysokie tony mieszały się z niskimi należącymi do męskich. Jeden z wyrostków podstawił nogę, i nieuważna ofiara upadla na podłogę przy tym rozbijając talerz z jedzeniem. Norma... Zażenowana dziewczynka z trudem powstrzymywała łzy. Nagle i jemu zrobiło się jej żal. Szybko pozbierała potłuczone szkło i jedzenie i uciekła z jadalni.
Doskonale wiedział co ona czuła, dlatego nawet się nie zastanawiając ruszył za nią.
Dogonił ją, gdy ona wchodziła do swojego pokoju. Nie pukając wszedł za nią do środka. Rzuciła się na łóżko, wtuliła głowę w poduszkę i cicho łkała.
- Nie martw się. - powiedział, a ona wystraszona spojrzała na niego.
- Idź stąd!- krzyknęła do niego.
- Nie płacz. Im tylko oto chodzi.
-Co Ty możesz wiedzieć?
- Jestem tu odkąd pamiętam i wiem naprawdę dużo. Wiesz, ja stąd dziś uciekam.
-Co? Oszalałeś?
-Nie. Mam juz cały plan. Jeśli chcesz to możesz ze mną.
- Nie. I wybij to sobie z głowy. A niby gdzie chcesz pójść.
-Nie wiem. Ale wszędzie będzie lepiej niż tu.
-Oszalałeś. Naprawdę oszalałeś.
- Rób jak uważasz. Będę czekać na ciebie o 16 przy bramie. Jeśli się zdecydujesz, to przyjdź.
- Idź już stąd lepiej.
-Cześć.
Wyszedł z pokoju dziewczyny, nawet nie pytając się jej o imię. To takie dziecinne. A przecież już od dawna nie uważał siebie za dziecko. Przecież 11 latek nie jest dzieckiem!
Wrócił do swojego pokoju. Położył się na łóżku i zączął czytać swoją ulubioną książkę- Opowieść wigilijna. Zawsze fascynowała go przemiana głównego bohatera, a przy tym miała coś, czego mu bardzo brakowało.
---------------
Witajcie w najpiękniejszym miesiącu! :D w sumie to tylko śniega mi brakuje :D.
Wiem, że początek opowiadania niewiele Wam mówi, ale coś musiało się pojawić. To opowiadanie jest o świętach a w zasadzie to Wigilii i Bożym Narodzeniu.
Liczę na waszą aktywność w postaci komentarzy! 
A kolejny w piątek :D
No to do następnego!
Marcyśka