poniedziałek, 7 grudnia 2015

3

Wróblowice- willowa dzielnica Krakowa, kiedyś wieś oddalona od centrum, o której tylko mieszkańcy słyszeli. Dziś, każdy kto ma odpowiednio zasobny portfel pragnie tu mieszkać. A wszystko to, za sprawą panujacej ciszy, i zdawałoby się czystrzego powietrza. 
Jeden dom, utrzymany w stylu nowoczesnym, trochę schowany pomiędzy drzewami, był oazą spokoju dla jej mieszkańców. Brama wjazdowa, zamknięta raczej nie zapraszała nikogo. Gruby mur, ma za zadanie szczelnie odsłaniać świat przed tym co w środku się dzieje.
Drzewa staranie posadzone, latem dają cień, w zimie przystrojone śniegiem pięknie się prezentują.
Coś, co zauważa każdy, to duże okna, które dzielą taras od salonu. Salon połączony z kuchnią zajmują cały parter. Istotnym elementem jest duży stół, na wprost kominka. W kącie po prawej stronie stoi okazałych rozmiarów choinka. Przystrojona na biało. Schody przy drzwiach wejściowych prowadzą na piętro, gdzie są 3 sypialnie, 2 łazienki. Całość starannie do siebie dobrana. Dominuje biel, beż, szary.
W jednej z sypialni o 7:30 budzik dał o sobie znać. Dziewczyna sięgnęła po telefon i go wyłączyła. Przetarła dłońmi zaspane oczy. Obróciła się w prawą stronę łóżka, kładąc głowę na poduszce. Wyczuwała ma nim zapach ukochanego. Nie mogła doczekać się z nim spotkania. To uczucie nie gaśnie mimo upływu lat. Nigdy nie lubiła, gdy wyjeżdżał, ale taką akurat ma prace. Ostatni raz zaciągnęła się jego zapachem i postanowiła wstać.
Porozciągała kości, kilka z nich dało o sobie znać. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej strój do biegania. Czarne ocieplane leginsy, różowy t-shirt, a na to czarny polar. Cel na dziś to 10 kilometrów w 45 minut. Wyjrzała za okno. Wiatr kołysał choinkami w ogrodzie. Na samą myśl o wyjściu na zewnątrz przeszedł ją dreszcz.
Z ubraniami poszła do dużej łazienki. Wszystko zdawało się do siebie idealnie pasować. Wszechobecna szarość, biel, i sporadyczna czerwień. Pomieszczenie duże, wygodne.
Wzięła szybki prysznic, i wskoczyła w ubrania. Związała włosy w niedbałego koka. Na usta nałożyła ochronną pomadkę, a na twarz krem.
Pilotem przywieszonym do kluczy otworzyła bramę. Wyszła na ośnieżoną drogę. Wykonała kilka skłonów, przysiadów, podskoków i była gotowa do startu. Jeszcze tylko ustawiła ulubiona muzykę i truchtem ruszyła przed siebie analizując w głowie trasę. Kilka wzniesień, dolin, mnóstwo zakretów, zimne powietrze ocierające się o zarumienioną twarz- właśnie za to kocha ten sport.
Pomiędzy kolejnym krokiem i oddechem oglądała przyozdobione domy sąsiadów. Jednych krytykowała za przesadę, innych za brak gustu w dobranych ozdobach. Zdarzało się też, że kręciła z dezaprobatą głową na brak ozdób.
W połowie drogi miała jezioro, które dzieciaki uznały za lodowisko. W sercu za tęskniła za tymi latami, gdy beztrosko wyczekiwała pierwszej gwiazdki. To bieganie z rodzeństwem wokół matki, która pokrzykiwała w rytm wyrabianego ciasta na uszka.
Gdy była dzieckiem, to marzyła o swojej rodzinie. Planowała jak będzie wychowywać swoje pociechy, na co będzie pozwalać, a za co karać. Planowała jak da na imię. Jak będzie ubierać. Niestety los miał inne plany.
Spełniona zawodowo kobieta pracą zabija swoje pragnienia. A wszystkie starania są na próżno. Natury nie da się oszukać, ubłagać… Z nią nie wygrasz.
Zawróciła do domu. Nogi stawały się coraz cięższe. Uparcie z tym walczyła. Teraz boli, ale dla efektu wszystko. Oddech łapany resztkami sił. I endorfiny i adrenalina dawały o sobie znać w jej organiźmie. Noga za nogą, byle do przodu. Nie wolno się zatrzymać.
I przed nią ostatnia prosta. Trochę z górki i pod górkę. Trzeba zacisnąć zęby i nie dać się.
Szczęśliwa wbiegła na podwórze. Zatrzymując się przed domem wykonała kilka ćwiczeń by unormować oddech.
Spojrzała na telefon, jak nic 10,2 km w 43 minuty. Uśmiech od razu wpełzł na jej usta. Resztkami sił wyskoczyła w górę. Nawet lepszy wynik niż planowała. Takie coś nie może się zmarnować!
Otworzyła drzwi i weszła do domu. Ściągnęła kamizelkę i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Buty pozostawiła ułożone idealnie na wycieraczce.
Udała się do łazienki, by wziąć szybki regenerujący prysznic. Owinięta puchowym ręcznikiem poszła do garderoby w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Granatowe spodnie, tego samego koloru marynarka, biała koszula. Strój nienaganny idealnie dopasowany do sylwetki właścicielki. Do tego dopasowany naszyjnik, pierścionek.   
Makijaż idealnie wykonany. Wszystko musi pasować do siebie jak w szwajcarskim zegarku. Ona nie ma prawa do błędu.
Spojrzała na zegarek na kuchennym blacie. 9:30 czas zbierać się do pracy. Ze stołu w salonie zabrała potrzebne dokumenty, i spakowała je do torby. To samo uczyniła z laptopem.
Usłyszała dźwięk klaksonu, a to oznacza, że kierowca już jest.
Sięgnęła po prezent dla przyjaciółki. Ten także był nienagannie zapakowany.
W przedpokoju założyła modny płaszcz, botki na szpilce, a wokół szyi zawinęła ciepły szal.
Zamknęła drzwi i udała się do samochodu.
Biały Lexus miał otwarte tylne drzwi, a kierowca stał tuż obok, czekając na nią.
- Dzień dobry pani Agnieszko- przywitał się z nią starszy, lekko siwy, acz nadal przystojny Marek. Ubrany w garnitur, długi płaszcz, nie mógł wyglądać gorzej.
- Witaj Marku. - przywitała się z nim, posyłając nikły uśmiech.
- Jaki plan na dziś?- zapytał odpalając silnik. 
- Na 15:30 jestem umówiona z Anią w restauracji na rynku, a poza tym cały dzień w firmie. 
- Dobrze, no to jedziemy.
Ona zajęta przeglądaniem dokumentów, on że spokojem prowadzący samochód.
Po 40 minutach była w pracy. Nowoczesny budynek, połączenie szkła i metalu. weszła przez szklane rozsuwane drzwi. Przyłożyła kartę magnetyczną do czytnika. Pewnym krokiem, z uniesioną wysoko głową mijała kolejnych ludzi w garniturach. Niektórzy pozdrawiali ją skinieniem głowy, inni machali rękoma. Uśmiechała się do nich z udawaną szczerością.
Kiedy weszła do swojego biura, sekretarka czekała na nią z gorącą kawą. Zabrała od niwj kubek, a w zamian oddała plaszcz.
Usiadła przy biurku, zalogowała się na komputerze. Upijając łyk kawy zadzwoniła do swojego męża Łukasza.
Jak zwylke ich wizje świąt bardzo się róznły. On od lat unikł ich jak ognia, ona go zmuszała do krzywych uśmiechów.
Mimo to obydwoje cierpieli. A ze Świąt magia dawno zniknęła.  
-------------------------
Hej! 
Pozdrawiam z Zakopanego! :D tak, nie ma to jak weekend po weekendzie :p mam nadzieję, że poniedziałek był dla Was łaskawy :D 
A co do rozdziału, to mam nadzieję, że odczujecie idealizm życia Agnieszki. 
Oczywiście więcej informacji pojawi się z czasem :) 
Zachęcał do komentowania! A kolejny w czwartek :D 
Do następnego! 
Marcyśka

4 komentarze:

  1. Melduję się! Świetny pomysł na bloga, czekam na ciąg dalszy, zastanawiam się tylko co będzie dalej, i o czym to dokładnie będzie :)
    Pozdrawiam ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meldunek przyjęty :D
      Taką krótka historia :D

      Usuń
  2. Czy tylko ja mam takie wieeelkie litery??? xD
    Hmmm...
    10 km w 43 min... też bym tak chciała...
    A tak na serio, to... ona jest perfekcjonistką. Nie podoba mi się. Taka... pani bizneswomen... Zdecydowane nie!
    Czytając, czuję święta, więc jest idealnie :)
    Buziaki i do następnego! :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wielkie litery to błád techniczny już naprawiony :D tak to jest jak rozdział dodaje się z tabletu XD
      Czymś trzeba leczyć niedoskonałości:) ważne, że Łukasz czuje się dobrze z Agatą :)
      Cały świat przypomina,że idą Święta :D
      Buziaki!

      Usuń