Kolejne światła zatrzymywały ich odciągając w czasie nie uniknioną decyzję Łukasza- co dalej. Mieli ogromne obawy. Bo przecież może w każdej
chwili zawrócić i zawieść ich na komisariat policji. A tam droga już prosta, i
powrót z utopijnych marzeń wprost do rzeczywistości. Milczeli. Bali się, że
każde wypowiedziane słowo może rozzłościć Łukasza. Wpatrywali się za szybę, by
łapać być może ostatnie chwile wolności. Spełnili swe marzenie- dotarli do
Krakowa. Widzieli go, krótko i przez szybę. Ale liczy się, że to zrobili.
-
Łukasz, my nie chcieliśmy. Po prostu zrób to co
powinieneś i tyle.- odezwał się cicho Wojtek.- Poradzimy sobie jakoś.
-
Ehhh.... Gdyby to było takie proste.... Nie wiem
co mam zrobić. Są święta i nikt nie powinien być sam. Po prostu to jest dziwna
sytuacja.
-
Ale to nasza wina. Ty o niczym nie wiedziałeś.
Przepraszamy.- włączyła się do dyskusji Natalia.
Na kolejnym czerwonym świetle, Łukasz oparł głowę o zimną szybę,
jakby to miało mu w czymś pomóc, ożywić jego myśli. I zobaczył ojca z małym
dzieckiem. Dziecko, być może chłopiec, było ciągnięte na sankach. Śmiało się,
po chwili dobiegło do niego drugie, trochę starsze. To młodsze wstało i zaczęła
się bitwa na śnieżki. Kadziu zmarszczył czoło. Dzieci, to najtrudniejszy temat
w jego życiu. Już dawno pogodził się z pewnymi faktami, a jednak bywały
natrętne myśli.
-
To co zrobisz?- zapytała Natalia.
-
Zabiorę Was do siebie, a potem pójdę na policję.
I z piskiem opon ruszył do domu.
Porozmawia jeszcze z Agnieszką, ale był niemal pewny, że poprze jego
pomysł.
Po 20 minutach dotarli na miejsce.
Dzieciaki były pod wrażeniem. Budynek zapierał im dech w piersi. I
czegoś takiego nie byli sobie w stanie wyobrazić.
-
Chodźcie.- ponaglił ich Łukasz.
Być może był desperatom, ale tym razem obiecał sobie, że dopnie
swego.
Drzwi otworzyła im Agnieszka. Uśmiechem powitała swego męża.
Łukasz odwzajemnił ten drobny gest. Po chwili wzrok Agnieszki padł na dzieci.
-
A kto to jest? Kogo ty przyprowadziłeś?- czyżby
właśnie zaczynała się 3 wojna światowa?
-
To Wojtek, a to Natalia. Zatrzymają się u nas?
-
Co?- zapytała z ogromnym zdziwieniem Agnieszka.
Dzieciaki w tym czasie nerwowo przeskakiwały z nogi na nogę, głowy
mieli opuszczone, jakby się bali spojrzeć kobiecie w oczy.
-
Zostaną u nas. Wejdźmy do środka, bo zimno ciągnie
do domu.
Agnieszka przesunęła się, by goście mogli wejść do pomieszczenia.
- Rozbierzcie się.- Rzucił krótko w stronę Natalii i Wojtka.- A my
musimy porozmawiać.
Powiesił kurtkę na wieszaku, i ściągnął buty. Chwycił Agnieszkę za
rękę i poprowadził ich do sypialni. Na początek chciał się właściwie przywitać
z żoną, ale ona obróciła głowę.
- Mów.- nakazała mu.
I opowiedział jej o tym co się wydarzyło podczas drogi powrotnej.
Agnieszka tylko kręciła głową. Trudno stwierdzić czy tak bardzo ją poruszyła
historia dwójki uciekinierów, czy może ubolewała nad głupotą swojego męża.
- I co sobie wyobrażasz? Co dalej?- pytała go. On wziął długi
wdech i wypowiedział to, co wcześniej sam
by nie uwierzył, gdyby słyszał.
- Zaadoptujemy ich.
- Że co proszę? Ty nie możesz tak.
- Ale co w tym złego? Od dawna chcesz mieć dziecko, to co stoi na
przeszkodzie, by je adoptować?
- Łukasz, to nie jest takie proste dla mnie. Przyprowadzasz obce
dzieci, i oczekujesz, że je pokocham.
- Ale spróbuj je chociaż polubić. Chodźmy do nich.
I zeszli na dół. A dzieciaki stali w jednym miejscu, jakby utknęli
w miejscu. Próbowali się przygotować na każdą możliwą odpowiedź, ale to co
usłyszeli, zamurowało ich.
--------------------------------
Tadam ! Oto i on, jeden z ostatnich. Chyba wszystko powoli staje się jasne :) nie chcę was zanudzać długimi rozdziałami, dlatego one są krótkie :)
Czy Natalia i Wojtek odnajdą się w nowym domu, dowiecie się w następnym :P
Czyli do zobaczenia w sobotę :D Zepnę poślady i będzie na pewno :D
Czytasz=Komentujesz= Motywujesz!
Marcyśka
PS. #goPoland <3 wiecie, że pudło będzie nasze? :D ah te emocje *.*
PS. #goPoland <3 wiecie, że pudło będzie nasze? :D ah te emocje *.*
Przeczytalam, ale juz tak jakos nie mam weny, żeby napisać jakikolwiek komentarz, chyba po tym meczu naszych chlopakow *-*
OdpowiedzUsuńA wiec powiem tylko, ze fajnie by bylo, gdyby Agnieszka sie zgodzila, ale zbytnio sie na to nie zapowiada...
Buziaki :* :*
Mecz był pełen emocji *.* brakowało mi tego :D i 1 Możdżonek xD
UsuńDecyzje poznasz w kolejnym ;) ale są Święta, więc cuda się zdarzają ! ;D
A i dzięki za komentarz! :D
UsuńŚwietny *.*
OdpowiedzUsuńCieszę się z podjętej przez Łukasza decyzji i o przyprowadzeniu Ich do domu jak i o adopcji. To zapewne nie łatwa sytuacja dla Niego a tym bardziej dla Jego żony, lecz wierzę, że Agnieszka z biegiem czasu pokocha te małe istotki jak swoje dzieci. Zapewne reakcja małoletnich była oszałamiająca więc jej oczekuję ;D
Pozdrawiam ;**
Dzięki ;D
UsuńCoś musiał wymyślić ;) choć nie łatwo mu to przyszło. Ale tak już ma, że jak coś wymyśli to nie odpuszcza ;)
Oby Twoje słowa były prorocze ;) są Święta więc cuda się zdarzają ;D
Dzięki za komentarz! :D
Mam nadzieję, że Agnieszka przekona się do Natalii i Wojtka, może nawet stworzą rodzinę :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :D
Czas pokaże jak ich relacje będą się zmieniać ;) ale bądźmy dobrej myśli :D w końcu są Święta ;D
UsuńDzięki za komentarz! :D
Spóźniona, zmęczona, myślami już przy jutrzejszym (chociaż może raczej dzisiejszym, bo po północy jest) meczu z Francją, ale jestem! :D Nie mam głowy do sensownego komentarzs, więc napiszę tylko, że rozdział jest świetny! No i oczywiście mam nadzieję, że Agnieszka polubi dzieciaki :D
OdpowiedzUsuńTo czekam na następny! :]]]]
Pozdrawiam! :*
Chciałabym Cię serdecznie zaprosić na mojego bloga.
OdpowiedzUsuńAdres: zpk13.blogspot.com
Mam nadzieję, że wpadniesz, poczytasz i skomentujesz.
Życzę weny i czasu!