Pamiętasz swoją pierwszą Wigilię, która uświadomiła Ci, że tu nie chodzi tylko o prezenty? Pamiętasz to wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę? Pamiętasz to zamieszanie w kuchni, by każda potrawa miała ten wyjątkowy smak? A czy pamiętasz wspólne łamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń? Pamiętasz wspólne kolędowanie? Jeśli tak, to uwierz w to, że masz szczęście.
Zawsze obok jest ktoś, kto samotnie siedzi w oknie i wypatruje bliskich, a Ci jak na złość nie chcą przyjść. Patrzy w niebo i ma jedno życzenie- nie być tego dnia samotnym. Patrzy na spadający śnieg, jak te delikatne płatki tańczą z wiatrem. Widzi jak mróz maluje obrazy na szybach.
Ty tego nie zauważasz, bo w Twoim sercu gości radość. A ona ogrzewa.
Te różnice zwykle wynikają z tego, gdzie los nas prowadzi. Ty masz ciepły dom pełen miłości twoich bliskich do Ciebie. A on ma tęsknotę w sercu i ciche pragnienie.
Właśnie te różnice sprawiają, że inaczej postrzegamy to co nas otacza.
Miesiące wcześniej obiecał sobie, że ten dzień spędzi z rodziną. Ale nie tą biologiczną, bo tej nie posiada. Jest sam. Zupełnie sam. Jedyne co po szczęściu mu zostało to małe zdjęcie. Zrobione kilka dni po jego narodzinach. On, zawinięty w koc, w białej czapce, śpiący. Za nim matka, uśmiechnięta trzyma go w swoich objęciach. I ojciec, wtulony w nich trzyma w ręce aparat i robi zdjęcie. Na odwrocie widnieje data, i imiona osób uwiecznionych: kolejno Wojtek, Magda, Jan. To zdjęcie zrobione na tle przystrojonej choinki jest jedynym, które mówi mu coś o Świętach.
O tym co się wydarzyło wie tylko z opowieści innych. Jedni sądzą że go porzucili, inni, że zginęli w wypadku, a jeszcze inni, że i tak to bez znaczenia.
Skazany od niepamiętnych dni na dom dziecka. Mimo szczerych chęci, to nigdy nie będzie to samo. Nie ma mamy i taty- jest tylko wychowawca. Gdy brzuch boli pozostaje czujne oko pielęgniarki, a nie zatroskana matka, która chce uchylić nieba dziecku.
Nastała upragniona przerwa Świąteczna. Tego dnia wstał nieco później niż zwykle. Z lenistwem w swoich ruchach wykonał poranną toaletę, ubrał się w rozciągnięty sweter, spodnie, które już dawno mają za sobą swoje lata świetności. To i tak bez znaczenia.
Młodsi biegali po korytarzu krzycząc, starsi zamknięci w swoim świecie nie zwracali na niego uwagi. Tylko znudzony wychowawca coś pokrzykiwał. Włócząc nogami zszedł na stołówkę.
Za oknem szarość zwiastowała gęste opady śniegu tak obiecywane przez każdą stację z prognozą pogody. Cieszył się, choć wiedział, że dziś bitwa na śnieżki musi zaczekać.
Ze stołu biegnącego wzdłuż jadalni zabrał talerz i sztućce, by następnie nałożyć sobie to okropne jedzenie. Wędlina, suchy chleb, roztopione masło. Śniadanie- byleby coś zjeść. Siadł w z tyłu jadalni, tak by móc obserwować innych. Nigdy nie lubił być w centrum uwagi. Każda taka chwila mocno go stresowała. Dobrze też znał zasady panujące w tym ośrodku- przecież tego domem nie da się nazwać.
Śmiech gwiazd roznosił się po pomieszczeniu, wysokie tony mieszały się z niskimi należącymi do męskich. Jeden z wyrostków podstawił nogę, i nieuważna ofiara upadla na podłogę przy tym rozbijając talerz z jedzeniem. Norma... Zażenowana dziewczynka z trudem powstrzymywała łzy. Nagle i jemu zrobiło się jej żal. Szybko pozbierała potłuczone szkło i jedzenie i uciekła z jadalni.
Doskonale wiedział co ona czuła, dlatego nawet się nie zastanawiając ruszył za nią.
Dogonił ją, gdy ona wchodziła do swojego pokoju. Nie pukając wszedł za nią do środka. Rzuciła się na łóżko, wtuliła głowę w poduszkę i cicho łkała.
- Nie martw się. - powiedział, a ona wystraszona spojrzała na niego.
- Idź stąd!- krzyknęła do niego.
- Nie płacz. Im tylko oto chodzi.
-Co Ty możesz wiedzieć?
- Jestem tu odkąd pamiętam i wiem naprawdę dużo. Wiesz, ja stąd dziś uciekam.
-Co? Oszalałeś?
-Nie. Mam juz cały plan. Jeśli chcesz to możesz ze mną.
- Nie. I wybij to sobie z głowy. A niby gdzie chcesz pójść.
-Nie wiem. Ale wszędzie będzie lepiej niż tu.
-Oszalałeś. Naprawdę oszalałeś.
- Rób jak uważasz. Będę czekać na ciebie o 16 przy bramie. Jeśli się zdecydujesz, to przyjdź.
- Idź już stąd lepiej.
-Cześć.
Wyszedł z pokoju dziewczyny, nawet nie pytając się jej o imię. To takie dziecinne. A przecież już od dawna nie uważał siebie za dziecko. Przecież 11 latek nie jest dzieckiem!
Wrócił do swojego pokoju. Położył się na łóżku i zączął czytać swoją ulubioną książkę- Opowieść wigilijna. Zawsze fascynowała go przemiana głównego bohatera, a przy tym miała coś, czego mu bardzo brakowało.
---------------
Witajcie w najpiękniejszym miesiącu! :D w sumie to tylko śniega mi brakuje :D.
Wiem, że początek opowiadania niewiele Wam mówi, ale coś musiało się pojawić. To opowiadanie jest o świętach a w zasadzie to Wigilii i Bożym Narodzeniu.
Liczę na waszą aktywność w postaci komentarzy!
A kolejny w piątek :D
No to do następnego!
Marcyśka
Od razu mówię, że ja i siatkówka to dwa światy, ale jak zobaczyłam w bohaterach Kadziewicza musiałam zostać. Od razu wyjaśnię dlaczego - Łukasz urodził się w Dobrym Mieście (jakieś 15 min ode mnie xD), a jego kuzynka mieszkała w tej samej miejscowości co ja i chodziła z moim bratem do klasy :D Także K9 mnie zachęcił :D
OdpowiedzUsuńRozdział mnie zaintrygował chociaż niewiele z niego można wyciągnąć, ale to dobrze. Przecież chodzi o to, żeby zachęcić czytelników :)
Więc informuj mnie.
:) :*
Jestem i zostaję!
OdpowiedzUsuńBo jakżeby inaczej? :D
Zaczyna się ciekawie, nawet baardzo ciekawie ^^
Ucieczka 11-letniego chłopca z domu dziecka.. No rozumu to za dużo on nie ma moim zdaniem... Ale patrząc na to z drugiej strony i jego perspektywy, to innego wyjścia nie ma. Pewnie też bym tak postąpiła :D
Z niecierpliwością czekam na następny! :]]]]
Pozdrawiam! :*
Hmm... jedno zasadnicze pytanko. Skonczysz to opowiadanie do świąt? :)
OdpowiedzUsuńOczywiscie świetnie, co tu więcej mówić?
Zostaję, bo jakżeby inaczej ;)
Buziaki :* :*
Masz rację niewiele mówi prolog, dlatego też nic tu nie napiszę sensownego :D
OdpowiedzUsuńWiedz, że byłam i jak zwykle czekam na 1 rozdział :***